W światowych finansach dzieje się coś niezwykłego i jest to zapisane w złocie. W 2025 r. złoto pobiło wszelkie historyczne rekordy, a jego cena spot przekroczyła 4 200 dolarów za uncję i, według "Société Générale", potencjalnie zmierza w kierunku 5 000 do końca 2026 roku. To, co kiedyś było "barbarzyńskim reliktem", jak nazwał je Keynes, stało się obecnie najbardziej czułym barometrem globalnej niepewności. Złoto stało się czymś więcej niż tylko metalem, powróciło do swojej starożytnej roli symbolu strachu, nieufności i strategicznej ochrony - tym razem nie przed barbarzyńcami, ale przed niestabilnością polityczną, manipulacjami inflacyjnymi i załamaniem międzynarodowego zaufania.
Pęd do złota to nie tylko mania spekulacyjna czy klasyczne zabezpieczenie przed inflacją. Jest to migracja kapitału instytucjonalnego, rezerw banków centralnych i nastrojów inwestorów z dala od tego, co kiedyś uważano za najbezpieczniejsze instrumenty finansowe na świecie - amerykańskich obligacji skarbowych i samego dolara. Wygląda na to, że świat nie jest już całkowicie pewien, czy amerykańskie aktywa są bezpieczne. Miliarder z funduszu hedgingowego Ken Griffin - niegdyś niezachwiany zwolennik Donalda Trumpa - ostrzega teraz, że polityka Trumpa w drugiej kadencji podkopuje fundamenty globalnego zaufania do Stanów Zjednoczonych. Nie chodzi już tylko o obniżki podatków. W 2025 r. polityczne kumoterstwo, handlowa brutalność i presja inflacyjna sprawiają, że inwestorzy ponownie zastanawiają się, co tak naprawdę oznacza bezpieczeństwo.
Złoto wypełnia próżnię wiarygodności. Według "Reserve Bank of India" złoto oficjalnie zastąpiło ropę naftową jako kluczowy wskaźnik globalnej niestabilności. Gubernator Sanjay Malhotra oświadczył, że ceny złota są bardziej dostosowane niż ceny ropy naftowej do dzisiejszych wstrząsów geopolitycznych, częściowo dlatego, że globalna gospodarka jest mniej energochłonna niż wcześniej, a częściowo dlatego, że zaufanie - a nie czołgi - stało się polem bitwy. Jak zauważył, nawet gdy konflikty wybuchają, a wojny handlowe eskalują, ropa pozostaje zaskakująco stabilna. Z kolei złoto zyskuje na wartości - właśnie dlatego, że inwestorzy obawiają się nie tylko konfliktów, ale także niepowodzeń instytucjonalnych i zniekształceń monetarnych.
Potwierdza to akcja cenowa. Od połowy listopada 2024 r. do października 2025 r. złoto wzrosło o ponad 54%, osiągając rekord za rekordem, osiągając 4 037 dolarów na początku października i zamykając się na poziomie 4 100 w połowie miesiąca. Société Générale zauważa, że obecna trajektoria przewyższa nawet ich byczy scenariusz opublikowany zaledwie kilka tygodni temu. Prognozują oni obecnie 4 217 dolarów za uncję do końca 2025 r. i 5 000 do końca 2026 r., powołując się na znacznie silniejsze niż oczekiwano napływy do funduszy ETF opartych na złocie. Tylko w trzecim kwartale globalne złote fundusze ETF wchłonęły 100 ton złota - 69 ton powyżej historycznej średniej kwartalnej.
Co stoi za tą falą przepływów? Niepewność. Od zwycięstwa Trumpa w wyborach w listopadzie 2024 r. aktywność ETF ściśle odzwierciedlała skoki globalnych wskaźników niepewności. W ciągu zaledwie jednego tygodnia po wprowadzeniu nowych kontroli eksportu z Chin i odwetowych 100% ceł ze strony Trumpa, tygodniowy indeks niepewności w USA wzrósł o 18 punktów do 354 - trzykrotnie przekraczając średnią sprzed wyborów. W tym samym okresie globalne fundusze ETF wchłonęły 23 tony złota, przy czym same Chiny zwiększyły swoje zasoby złota w ETF-ach ze 189 do 193 ton, pomimo pozornego spadku własnych indeksów niepewności. Wygląda na to, że inwestorzy nie polegają już na statystykach, które mówią im prawdę - polegają na złocie.
W tym miejscu zaczyna się głębsza historia. Paul Krugman, pisząc w październiku 2025 r., zauważa, że realna stopa procentowa - zazwyczaj główny czynnik wpływający na ceny złota - rośnie, a nie spada. Zgodnie z konwencjonalną logiką powinno to obniżyć wartość złota. Dzieje się jednak odwrotnie. Krugman postrzega tę rozbieżność jako znak, że wzrost wartości złota nie jest już związany z oczekiwaniami inflacyjnymi lub różnicami w stopach procentowych. Chodzi o strach - nie tylko przed recesją, ale także przed manipulacją. Jeśli inwestorzy podejrzewają, że dane dotyczące inflacji są fałszowane, co może się zdarzyć, jeśli Biuro Statystyki Pracy zostanie upolitycznione lub zamknięte, wówczas nawet obligacje skarbowe powiązane z inflacją (TIPS) tracą na wartości jako bezpieczne przystanie. Złoto, które nie wymaga żadnego organu centralnego do potwierdzenia swojej wartości, staje się jedyną godną zaufania miarą.
Banki centralne o tym wiedzą. Instytucje takie jak Ludowy Bank Chin, Bank Rezerw Indii i inne w Azji, na Bliskim Wschodzie i w Eurazji zmieniają swoje strategie dotyczące rezerw. Jak zauważają analitycy "Société Générale", banki centralne nie tylko dywersyfikują - one akumulują. Zakłada się, że instytucje te będą nadal kupować dodatkowe 67 ton złota kwartalnie ponad normalny poziom przez następne dwa lata. Ten stały, strukturalny popyt stanowi podstawę ceny złota, nawet jeśli przepływy inwestorów będą się zmieniać.
W międzyczasie zaufanie, które niegdyś stanowiło podstawę amerykańskiego długu, wyraźnie pęka. Przekonanie, że obligacje skarbowe są najbezpieczniejszym aktywem na świecie po cichu eroduje - nie z powodu niewypłacalności lub obniżenia ratingu, ale z powodu szumu politycznego. Obawy przed wywłaszczeniem aktywów, manipulacją danymi lub kontrolą kapitału - niegdyś nie do pomyślenia w odniesieniu do Stanów Zjednoczonych - są obecnie szeptane w kręgach instytucjonalnych. Nikt nie mówi tego otwarcie, ale przepływy do złota mówią wszystko.
Implikacje są głębokie. Złoto nie jest tylko kolejnym towarem. Jest ono, jak zauważa gubernator RBI Malhotra, obecnie najbardziej czułym miernikiem globalnego niepokoju. To, że metal - obojętny, ciężki i nieproduktywny - stał się ostatecznym magazynem zaufania w cyfrowej, globalnej gospodarce o wysokiej częstotliwości, opartej na sztucznej inteligencji, mówi wiele o chwili, w której żyjemy. Nie chodzi o użyteczność. Chodzi o zaufanie.
A zaufanie zanika - nie tylko w amerykańskiej polityce, ale także w spójności postzimnowojennego porządku finansowego. Wzrost wartości złota to nie tylko liczba na wykresie. Jest to symptom instytucjonalnego niepokoju, politycznej niestabilności i pełzającego podejrzenia, że zasady globalnej gry gospodarczej są przepisywane w czasie rzeczywistym. Że człowiek wydający te zasady może być bardziej zainteresowany lojalnością niż prawem.
Świat może się nie wali, ale się przygotowuje. W obliczu utrzymującej się inflacji, nasilających się wojen handlowych i presji wywieranej na władze monetarne, złoto stało się zarówno schronieniem, jak i sygnałem. A jeśli prognozy są prawidłowe, przy 5000 dolarów za uncję, która jest teraz rozsądnym horyzontem, sygnał ten miga na czerwono.
Ostatecznie, jak podsumowuje Krugman, nawet ultra-bogaci - sami architekci i beneficjenci tego systemu - zaczynają martwić się o potwora, którego pomogli stworzyć. Kiedy przestają ufać dolarowi i zaczynają ufać sztabkom, nie jest to tylko ruch cenowy. To ostrzeżenie.