Po upadku: Co naprawdę oznacza gwałtowny wstrząs na rynku złota i srebra?

Ostatnie dni stycznia 2026 r. przyniosły szok, na który inwestorzy w metale szlachetne się przygotowywali, nawet jeśli niewielu spodziewało się czasu lub siły. Po nieustannym wzroście, który doprowadził złoto do rekordowych poziomów powyżej 5600 USD za uncję, a srebro na krótko przekroczyło 120 USD, oba metale doświadczyły najgorszej jednodniowej wyprzedaży od 1980 roku. Pojawiły się wezwania do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego, pozycje spekulacyjne zostały zlikwidowane, a nagłówki gazet szybko zmieniły się z euforii w panikę. Jednak zaledwie tydzień później rynek wyglądał na daleki od załamania. Do 7 lutego cena srebra oscylowała wokół 77,8 USD za uncję, co wciąż było znacznie wyższym poziomem niż rok wcześniej, podczas gdy cena złota ustabilizowała się w pobliżu 4700 USD. Pytanie nie brzmi teraz, czy korekta zaszkodziła - wyraźnie zaszkodziła - ale co ujawniła na temat głębszej struktury rynków złota i srebra.

Aby zrozumieć ten ruch, należy oddzielić czynnik wyzwalający od sił leżących u jego podstaw. Bezpośredni katalizator miał charakter polityczny i monetarny. Decyzja prezydenta Donalda Trumpa o nominowaniu Kevina Warsha na stanowisko przewodniczącego Rezerwy Federalnej wstrząsnęła rynkami, które przyzwyczaiły się do oczekiwań luźniejszej polityki pieniężnej i tolerancyjnego podejścia do inflacji. Reputacja Warsha jako jastrzębia - bardziej skłonnego do obrony dolara i przeciwdziałania bańkom aktywów - zmusiła traderów do przeszacowania oczekiwań dotyczących stóp procentowych niemal z dnia na dzień. Dla złota i srebra, które dobrze prosperowały w środowisku słabości dolara i niepewności politycznej, ta przecena przełożyła się na nagłe odwrócenie.

Jednak większość dużych banków szybko stwierdziła, że nic fundamentalnego się nie zmieniło. JPMorgan podniósł swoją prognozę złota na koniec roku do 6 300 USD za uncję, podczas gdy Deutsche Bank podtrzymał swoje wezwanie do 6 000 USD. W wywiadach i notatkach analitycy podkreślali, że wyprzedaż miała raczej charakter taktyczny niż strukturalny. Spekulacyjna piana stała się zbyt gęsta, pozycjonowanie zbyt zatłoczone, a dźwignia zbyt wysoka. Gwałtowny wstrząs w tym sensie nie był zaskoczeniem - był spóźniony.

Historia złota pozostaje stosunkowo prosta. W ciągu ostatniego roku było ono napędzane przez rzadki układ sił: agresywne zakupy banków centralnych, utrzymujący się stres geopolityczny, obawy o ponowne rozpalenie inflacji przez cła i stałą erozję zaufania do walut fiducjarnych. Decydującą rolę odegrały w szczególności banki centralne. Od 2022 r., kiedy to Stany Zjednoczone zamroziły rosyjskie rezerwy denominowane w dolarach, władze monetarne w gospodarkach wschodzących i rozwiniętych traktowały złoto mniej jako pasywną rezerwę, a bardziej jako aktywo strategiczne - takie, które nie wiąże się z ryzykiem kontrahenta i nie może zostać objęte sankcjami ani zamrożone. Logika ta nie zniknęła tylko dlatego, że ceny uległy korekcie.

Dlatego też wielu strategów nadal określa cofnięcie się złota jako pauzę, a nie odwrócenie trendu. Nawet po utracie około 16% od szczytu, złoto zyskało około 65% w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. W ujęciu historycznym taka kombinacja - ostra korekta w ramach silnego trendu wzrostowego - nie jest niczym niezwykłym. Ważniejsze jest to, czy długoterminowi nabywcy powrócą do gry. Jak dotąd niewiele wskazuje na to, by banki centralne lub inwestorzy długoterminowi porzucali metal. Spadki są coraz częściej postrzegane jako okazja do zwiększenia ekspozycji na bardziej rozsądnych poziomach.

Srebro jest jednak bardziej skomplikowanym przypadkiem - i bardziej zmiennym. W okresie poprzedzającym krach srebro osiągnęło dramatycznie lepsze wyniki niż złoto, napędzane mieszanką prawdziwego stresu podażowego i spekulacyjnego nadmiaru. W 2025 r. metal ten wzrósł o prawie 150%, a na początku stycznia odnotował kolejny gwałtowny wzrost. W szczytowym momencie potrzeba było zaledwie 50 uncji srebra, aby kupić jedną uncję złota, co jest wskaźnikiem niespotykanym od ponad dekady. Takie ruchy rzadko odbywają się bez konsekwencji.

Krytycy twierdzą, że wzrost cen srebra został wzmocniony przez siły spekulacyjne, które mają niewiele wspólnego z jego podstawami. Pewną rolę odegrał chiński handel detaliczny, przepływy napędzane dynamiką, a nawet przepływy ze świata kryptowalut. Jak ujął to jeden ze strategów, srebro stało się aktywem z wyboru dla traderów, którzy chcieli ekspozycji na twarde aktywa, ale uznali złoto za zbyt drogie lub zbyt wolne. Kiedy nastroje się zmieniły, wyjście było nieuchronnie zatłoczone.

A jednak odrzucenie wzrostu srebra jako czystej spekulacji pomija połowę obrazu. W przeciwieństwie do złota, srebro znajduje się na przecięciu psychologii monetarnej i rzeczywistości przemysłowej. Mniej więcej połowa globalnego popytu na srebro pochodzi z zastosowań przemysłowych, a udział ten stale rośnie. Panele słoneczne, pojazdy elektryczne, centra danych i zaawansowana elektronika opierają się na unikalnych właściwościach przewodzących srebra. W ciągu ostatnich kilku lat popyt przemysłowy rósł szybciej niż produkcja górnicza, wpychając rynek w strukturalny deficyt.

Dane dotyczące zapasów podkreślają ten punkt. Zapasy srebra na giełdzie COMEX spadły o ponad 110 milionów uncji w okresie od października do stycznia, co odzwierciedlało rzeczywisty fizyczny niedobór, a nie tylko handel papierami wartościowymi. Zdolności rafineryjne również okazały się wąskim gardłem. Nawet jeśli wysokie ceny zachęcają do recyklingu, istnieją ograniczenia co do tego, jak szybko złom może być przetwarzany i zawracany na rynek. Ograniczenia te nie znikają tylko dlatego, że pozycje spekulacyjne ulegają zmniejszeniu.

Rozbieżność między srebrem a Bitcoinem w ciągu ostatnich kilku miesięcy dodatkowo podkreśla zmieniającą się rolę srebra. Przez większą część ostatniej dekady te dwa aktywa były często grupowane razem jako alternatywa dla pieniądza fiducjarnego. Jednak w miarę zaostrzania się warunków finansowych zachowywały się one zupełnie inaczej. Bitcoin gwałtownie spadł, zmieniając wycenę jako aktywa ryzykowne wrażliwe na makro, podczas gdy srebro nadal rosło, coraz bardziej przypominając historię niedoboru. Ta rozbieżność sugeruje, że przynajmniej część siły srebra była zakotwiczona w fizycznym popycie, a nie w czysto finansowych narracjach.

Zachowanie detalistów na całym świecie wzmacnia ten pogląd. W styczniu Mennica Perth odnotowała spadek sprzedaży złota, ale niemal trzykrotny wzrost sprzedaży srebra, która osiągnęła najwyższy poziom od prawie trzech lat. Popyt nie pochodził z jednego regionu, ale ze Stanów Zjednoczonych, Europy, Azji i Australii. W międzyczasie tajwański bank centralny podjął nietypowy krok polegający na odzyskaniu niesprzedanych srebrnych monet z okazji Księżycowego Nowego Roku z poprzednich lat, aby zapobiec arbitrażowi, ponieważ kupujący spieszyli się, aby wykorzystać lukę między stałymi cenami emisji a rosnącymi wartościami srebra. Nie są to działania rynku napędzane wyłącznie przez przelotne spekulacje; odzwierciedlają one szeroko zakrojoną walkę o fizyczny metal.

Jednocześnie nie sposób zignorować ryzyka związanego ze srebrem. Jeszcze przed krachem niektórzy analitycy ostrzegali, że ceny przesunęły się daleko poza poziomy uzasadnione fundamentami. Wezwania do korekty o 40-50% nie były rzadkością, a od szczytu w pobliżu 120 USD do poziomu około 77,8 USD do 7 lutego, rynek pokonał już część tego dystansu. Zmienność pozostaje ekstremalna i prawdopodobne są dalsze wahania - zarówno w górę, jak i w dół.

Co będzie dalej? W przypadku złota ścieżka wydaje się stabilniejsza. Strukturalny popyt pozostaje nienaruszony, a nawet bardziej konserwatywne prognozy sugerują ceny znacznie powyżej historycznych norm. Krótkoterminowe cofnięcia mogą być kontynuowane, gdy rynki przetrawią zmiany w oczekiwaniach dotyczących polityki pieniężnej, ale szersza narracja dywersyfikacji, depolaryzacji i zabezpieczenia geopolitycznego raczej nie zniknie szybko.

W przypadku srebra perspektywy są bardziej binarne. Z jednej strony, popyt przemysłowy i ograniczenia podaży zapewniają silną podstawę. Z drugiej strony, podatność metalu na spekulacyjny nadmiar sprawia, że jest on podatny na gwałtowne korekty, gdy tylko zmienią się nastroje. Niedawny krach nie unieważnił historii niedoboru, ale przypomniał inwestorom, że srebro rzadko porusza się w liniach prostych.

Być może najważniejsza lekcja z ostatnich kilku tygodni jest bardziej psychologiczna niż techniczna. Rynek metali szlachetnych nie jest już cichym zakątkiem finansów. Stał się polem bitwy, na którym zderzają się polityka makroekonomiczna, geopolityka, transformacja przemysłowa i spekulacje detaliczne. W takim środowisku gwałtowne ruchy nie są anomaliami - są cechami charakterystycznymi.

Wyprzedaż pod koniec stycznia może zostać zapamiętana nie jako koniec historii złota i srebra, ale jako moment, w którym rynek zmusił uczestników do odróżnienia przekonania od impetu. Ci, którzy weszli późno, goniąc za nagłówkami, zapłacili wysoką cenę. Ci, którzy rozumieją, dlaczego te metale mają znaczenie - i co ostatecznie napędza popyt - stoją teraz przed trudniejszym, ale i bardziej interesującym pytaniem: jak poruszać się po rynku, na którym fundamenty są silne, ceny wysokie, a zmienność jest kosztem wstępu.